<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041</id><updated>2011-04-21T16:41:03.217-07:00</updated><title type='text'>Lud w kostkach</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>11</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-6785344769809366656</id><published>2009-02-25T02:46:00.000-08:00</published><updated>2009-02-25T03:45:14.891-08:00</updated><title type='text'>Twoja stara nie przeszła testu Turinga</title><content type='html'>Aksjomaty:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A1. Istnieje tylko materia.&lt;br /&gt;A2. Logika rządzi materią.&lt;br /&gt;A3. Informacja jest materialna.&lt;br /&gt;A4. Ilość materii jest skończona.&lt;br /&gt;A5. Obliczenia wykonywane są przez algorytmy na danych (informacji).&lt;br /&gt;A6. Każda cząstka materii jest zależna od co najmniej jednej innej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A7. Inteligencja istnieje.&lt;br /&gt;A8. Inteligencja, to próba znalezienia odpowiedzi na postawione pytanie. Inaczej: inteligencja oparta jest na zasadzie Request-Response.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A9. Informację można przedstawić w dowolny sposób.&lt;br /&gt;A10. Każdą informację można przekazać.&lt;br /&gt;A11. Informacja jest niezależna od przekaźnika.&lt;br /&gt;A12. Algorytm jest informacją.&lt;br /&gt;A13. Informacja jest niezależna od przetwornika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twierdzenia i wnioski:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;T1. Twierdzenie o niemożliwości symulowania zjawisk fizycznych.&lt;br /&gt;Dowód:&lt;br /&gt;Symulowanie, to przeprowadzanie obliczeń na danych. Aby symulować cząstkę musimy zapisać informację o niej na dostępnej przestrzeni. Na podstawie aksjomatu 'A6' wnioskujemy, że aby symulować choć jedną cząstkę musimy uwzględnić każdą inną, a zatem zapisać informację o niej w przestrzeni. Dochodzimy do sprzeczności, bo ilość miejsca potrzebnego do zapisania tych informacji jest nie mniejsza od ilości wszystkich cząstek, co więcej jest nawet nie mniejsza, niż podwojona ilość całej materii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W1. Z twierdzenia T1 płynie wniosek, że każdą symulację można przybliżyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W2. Z A11 wnioskujemy, że do przesłania informacji możemy użyć dowolnego przekaźnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W3. Z A12 i A13 wnioskujemy, że do obliczenia informacji możemy użyć dowolnego przetwornika.&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;T3. Twierdzenie o możliwości stworzenia sztucznej inteligencji.&lt;br /&gt;Dowód:&lt;br /&gt;Ponieważ inteligencja istnieje, została stworzona. Istnieje więc sposób na jej stworzenie. Z W2 i W3 wynika, że można stworzyć inteligentne urządzenie mechaniczne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-6785344769809366656?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/6785344769809366656/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=6785344769809366656' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/6785344769809366656'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/6785344769809366656'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2009/02/aksjomaty-a1.html' title='Twoja stara nie przeszła testu Turinga'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-7753463842854954457</id><published>2008-12-19T10:52:00.000-08:00</published><updated>2008-12-22T11:27:04.731-08:00</updated><title type='text'>Ślady filozofii sokratejskiej w Gta4</title><content type='html'>Niski staruszek w potarganym płaszczyku wgramolił się na zaparkowane przed ratuszem auto. Jego twarz dziwna i pomarszczona, jak łokieć starej kobiety sprawiała wrażenie przepitej, co najmniej dwudniowej, skacowanej w najlepszym razie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Ty! Hej, moje auto, moje, moje! Co ty?! Panie, złaź pan, sio, kysz, pszsz, taś taś. Hm. Wio! Ziup!”&lt;br /&gt; Brązowy ze złości człowieczek podbiegł do Sokratesa i złapał go za nogę. „Ty! Bo cię zrzucę! Na tramwaj se wleź albo gzyms jakiś. Nie no, co jest!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tłum wokół przemykający zainteresował się krzykami, coraz to więcej ludzi gromadziło się w centrum wydarzeń, a głowy zaciekawione i spragnione rozrywki wypływały z tłumu, jak bańki powietrza spod wody. Zamroczeni i uśpieni przed jeszcze chwilą ludzie nabrali rumieńców, uśmiechali się i wymieniali łapczywie spojrzenia, padały krótkie komentarze pełne skargi i niedowierzania. Młodzież kibicowała Sokratesowi i jego burzliwej postawie. W oczach ich błyszczało światło niespełnionych pragnień, skrywanej chęci zrobienia czegoś bliżej nieokreślonego i kontrowersyjnego. W Sokratesie poznali swego przywódcę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Powstał impas. Właściciel auta zamarł w bezruchu z owłosioną nogą Sokratesa w dłoni. Sokrates postanowił zostać tam gdzie jest. Przemówił:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Ludzie!”&lt;br /&gt; „Pijak, pijany jakiś, upity!”&lt;br /&gt; Nie tak zaczął. Jeszcze raz.&lt;br /&gt; „Jak ci na imię?”&lt;br /&gt; „E... Filips.”&lt;br /&gt; „Sokrates, miło mi. Czy mogę poprosić cię o podanie mi godziny?”&lt;br /&gt; Tu jakby ktoś się rozebrał i pokazał pupę, taka konsternacja wśród ciżby. Noga Sokratesa ciągle uwięziona w uścisku.&lt;br /&gt; „Po jedenastej będzie.”&lt;br /&gt; „Pięknie. Poproszę kogoś z widowni. Może ciebie dziewczynko w zielonych spodniach?”&lt;br /&gt; Ach, więc to magik. Ha! No pewnie, nie wariat, nie pijak, magik uliczny. Zbiorowisko odetchnęło z ulgą. Kto miał, wyciągnął komórkę.&lt;br /&gt; „Podejdź, nie bój się. Stań obok tu. Jak ci na imię, przedstaw się wszystkim.”&lt;br /&gt; „Mafia”&lt;br /&gt; „Mafiu, moja droga”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Moja droga? Czy to nie przed tym przestrzega nas telewizja? Przed pedofilią. Czy to już pedofilia? Obleśny staruch jeśli tak, choć może tylko czuły staruszek. Tak myślał tłum, choć nikt nie wypowiedział tego na głos. Zabrakło mówcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Czy chciałabyś zniknąć?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Och skubany, otarł się o pedofilię, jedzie po bandzie cwaniaczek. Tymczasem znowu zachowuje się, jak magik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Wie pan, czemu nie. Wszystkiego, jak to mówią, trzeba w życiu spróbować, oprócz baletu i opery.”&lt;br /&gt; „Mam ją zniknąć?! Chcecie tego?”&lt;br /&gt; „Taaaak!”&lt;br /&gt; „Niech będzie. Zacznijmy więc.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sokrates spojrzał po ludziach i w ich zrezygnowanych wcześniej twarzach pojawiło się pasmo nadziei. Coś się zdarzy. Coś dużego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Powiedz nam najpierw Mafiu kim jesteś, tak na co dzień.”&lt;br /&gt; „Ja? No... jak to kim? No jestem. Jestem Mafią, człowiekiem jestem.”&lt;br /&gt; „Człowiekiem tak?”&lt;br /&gt; „Raczej, że nie wydrą.”&lt;br /&gt; „I co ty robisz człowieku?”&lt;br /&gt; „Różnie bywa. To uczę się, to pływam. Bo ja pływam dużo. Na basen chodzę, ale to raczej na zajęciach z w-fu.”&lt;br /&gt; „A ile masz lat?”&lt;br /&gt; „Osiemnaście nieskończone.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nieliczni w tłumie zauważyli zabawny paradoks nieskończoności i zaśmiali się pod nosem. Podeszło jeszcze sześć osób.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Więc bywasz człowiekiem, ale też pływaczką, tak?”&lt;br /&gt; „No nie wiem, w sumie niby tak. Coś takiego.”&lt;br /&gt; „Powiedz nam Mafiu, co lubisz?”&lt;br /&gt; „Jak wszyscy. Wiadomo, że chłopaków i muzykę, ale i film dobry oglądnę. Teatr, to moja pasja, a już nie wspomnę o serialach, pasjami, pasjami.”&lt;br /&gt; „Zatem bywasz też miłośniczką sztuki?”&lt;br /&gt; „No tak.”&lt;br /&gt; „Opowiedz nam o tym.”&lt;br /&gt; „E.. no w sumie, to ja dopiero miała iść na sztukę, ale tak się wybieram bardziej, bo nie ma czasu za bardzo, pan wie, jak to jest. Ale za słyszałam, że warto, bo to rewelacyjna odskocznia od naszego szybkiego świata jest.”&lt;br /&gt; „To się rozumie samo przez się Mafiu. Wspomniałaś o muzyce. Czy to znaczy, że bywasz i jej wielbicielką?”&lt;br /&gt; „Nie, to raczej wie pan, radio, last fm, tam dużo znajomych mam i kontaktów, dobra muzyka, żeby zagłuszyć nieznośne myśli.”&lt;br /&gt; „Widzę, że masz barwną osobowość.”&lt;br /&gt; „Nie no, ja to skromna raczej jestem, ale coś tam się w życiu robi. To to, to tamto, i jakoś idzie, nie?”&lt;br /&gt; „Dobrze powiedziane Mafiu. Skoro zatem bywasz kinomanką, melomanką, pływaczką, to kim jesteś najbardziej?”&lt;br /&gt; „No może bez tam przesady, że jestem. Bardziej bywam, niż jestem.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Ludzie chyba zaczynają się niecierpliwić, miało być fajnie, czary i te sprawy, a wyszło nudno jakoś. Co jest?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Ej! Znikaj ją! Co to za wywiad?! Pedofil, czy co?!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sokrates czuje, że musi coś zrobić. Spojrzenia nie są już tak płomienne, jak wcześniej. W powietrzu czai się nuda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Hej ludzie! Tak trzeba, to rozgrzewka, rozgrzewam me czarodziejskie moce, gromadzę manę. Na zniknięcie jeszcze jest za mało, ale mogę wam za to pokazać inną sztuczkę, też ciekawą.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tłum zastanawia się przez moment, rozważa tę niesprawiedliwą i mglistą propozycję. Zajmuje mu to trochę czasu, aż wreszcie odpowiada łaskawym pomrukiem, że tak, zgadza się chwilowo, ale później ma ją zniknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wciąż uwięziony Sokrates podwija profesjonalnie rękawy (co widział w telewizji) i wypowiada kilka łacińskich słów. Macha palcem wkoło głowy Mafii i jednym szybkim ruchem ręki wyciąga jej z ucha zdziwionego osiołka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Łaaaał!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Oklaski. Prawdziwy, żywy, osiołek przeżuwający trawę został przed chwilą wyciągnięty z ucha dziewczyny. Tego nie da schować się w rękawie. Miłościwy magik zadowolony ze swojej sztuczki daje się ponieść i zaprasza jakieś dziecko z mamą, by ta posadziła swoją pociechę na zwierzęciu. Tak też się dzieje. Dziecko cieszy się, tłum wiwatuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Ten osiołek należy do was moi kochani. To prezent od starego magika.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tak wielkiej szczodrości znieść już się nie dało, serca znów rozgrzane porwały publikę. Pociekły łzy wzruszenia. To magik, prawdziwy czarodziej. I do tego rozdaje prezenty. Trzeba czekać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Mafiu, kochana, opowiedz nam teraz o swoich marzeniach. O tych ukrytych i niespełnionych. Do czego dążysz?”&lt;br /&gt; „Ej, no głupio tak, bez przesady no nie powiem. To... no... takie...” &lt;br /&gt; „Wstydliwe?”&lt;br /&gt; „No tak, ale nie chciałam tego mówić. To słowo jest takie...”&lt;br /&gt; „Wstydliwe?”&lt;br /&gt; „Tak.”&lt;br /&gt; „Czy ona ma powiedzieć? Pytam was. Czy chcecie, żeby powiedziała?!”&lt;br /&gt; „Tak! Tak! Mafia! Mafia!”&lt;br /&gt; „Widzisz? Oni pragną. Powiedz im, uspokój ich. Kiedy skończysz zobaczą, że to nieciekawe, że to z grubsza, to samo, czego i oni chcą.”&lt;br /&gt; „Ale to tajemnica.”&lt;br /&gt; „Tak myślisz? Masz rację, to tajemnica, którą oni chcą poznać. Pozwól im się przekonać, jak bardzo jest nieciekawa.”&lt;br /&gt; „No dobra. To kiedyś chciałam, żeby coś się stało. No nie wiem, jak to powiedzieć. Nie wiem, po prostu, żeby coś tak cyknęło i nagle, żeby było fajnie. Bo kiedyś było, ale później już mniej. A najgorzej, jak trzeba samemu było coś. Więc chciałam kiedyś jeszcze wielkiej miłości, żeby mieć kogoś tak i się czuć bezpiecznie, jak pisklę w jajku. No a później, to żeby inni byli bardziej otwarci i weseli, bo smutno jest dookoła. Chciałam jeszcze, żeby coś zrobić, ale coś naprawdę fajnego, wielkiego i wspaniałego. Chciałam być dobra dla innych. Chciałam jeszcze mieć pieniądze, bo to wiadomo, że trzeba. No i nie wiem. Żeby mi ludzie mówili komplementy i mnie podziwiali, pytali o radę no i szanowali, jak pana Bartoszewskiego. A tak naprawdę, to zacząć jeszcze raz życie. Od początku, ale teraz już wybierała bym lepiej, mądrzej.” &lt;br /&gt; „Widzisz Mafiu, nie było tak źle, co? Ale zastanów się, dlaczego ty mi to w zasadzie mówisz?”&lt;br /&gt; „E. Co? No przecież mnie pan prosił.”&lt;br /&gt; „Tak, i?”&lt;br /&gt; „No i ludzie chcieli.”&lt;br /&gt; „I co z tego?”&lt;br /&gt; „Ej.”&lt;br /&gt; „Nie przejmuj się. Nie nabijam się z ciebie. Opowiedziałaś nam o tym, bo poprosiliśmy, tak?”&lt;br /&gt; „Mhm.”&lt;br /&gt; „A nie dlatego, że chciałaś?”&lt;br /&gt; „No nie chciałam, ale powiedziałam.”&lt;br /&gt; „A gdybyś nie chciała?”&lt;br /&gt; „To bym nie powiedziała, to logiczne.”&lt;br /&gt; „Logiczne?”&lt;br /&gt; „No tak.”&lt;br /&gt; „Co jest logiczne?”&lt;br /&gt; „Powiedziałam, bo chciałam powiedzieć.”&lt;br /&gt; „Ty chciałaś?”&lt;br /&gt; „Tak!”&lt;br /&gt; „To znaczy kto?”&lt;br /&gt; „Co?!”&lt;br /&gt; „Kto.”&lt;br /&gt; „Ja.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Widać było, że ta zabawa w pytania i odpowiedzi początkowo podobała się obserwującym. Coś jednak jakby skisło. Nie było to aż tak ciekawe, zdawało się nie mieć końca i w ogóle wydawało się głupie. Atmosfera robiła się gęsta, jak zsiadłe mleko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Hej! Co z tymi czarami? Miałeś czarować!”&lt;br /&gt; „Jednak ciągle brakuje mi potrzebnej many. Jeśli chcecie mogę zaoferować inną zabawę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sędziowie namyślili się i wydali ułaskawiający wyrok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Poproszę kogoś z publiczności.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Siedząca na ziemi studentka podniosła się i pewnym krokiem podeszła do Sokratesa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Jak ci na imię?”&lt;br /&gt; „Kałuża. To hebrajskie imię.”&lt;br /&gt; „Podejdź do mnie.”  &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tak samo, jak poprzednio, Sokrates poprawił odzież i wymamrotał kila słów, żeby chwilę po tym rzucić zaklęcie prosto w twarz ślicznej dziewczyny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Ledwie dotknął młodego noska ochotniczki, a ten przeobraził się w świński ryj. W chwilę po tym na ziemi chrumkała gruba i niezadowolona locha. Jakaś koleżanka podbiegła do niej i podała jej swoje lusterko. Racicami ciężko jest się posługiwać zwierciadłem, dlatego chwilę trwało zanim świnia zobaczyła swoją nową twarz. Gdy tylko jej spojrzenie padło na odbicie, świnia z donośnym kwikiem przebiegła przez gromadę i umknęła gdzieś w kierunku zachodzącego słońca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Brawa, owacje na stojąco. Łzy w oczach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sokrates przemówił bez żadnego wstępu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „Ach &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Ty&lt;/span&gt;?”&lt;br /&gt; „Ile razy mam powtarzać?!”&lt;br /&gt; „Więc to &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ty&lt;/span&gt;. Więc jesteś to Ty. A co to znaczy, że jesteś?”&lt;br /&gt; „Myślę więc jestem, to taki jeden mówił. Klemens, czy jak mu tam.”&lt;br /&gt; „&lt;span style="font-style:italic;"&gt;Myślę, więc jestem&lt;/span&gt;. Ciekawe zdanie. To pewnie mądry człowiek był, ten Klemens. Zastanówmy się, co miał na myśli. Myślę, czyli &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ja&lt;/span&gt; myślę, a skoro mówimy &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ja&lt;/span&gt; mamy na myśli jakiś byt istniejący, bo żeby wykonywać jakąś czynność wykonywaną przez jakieś &lt;span style="font-style:italic;"&gt;ja&lt;/span&gt;, trzeba być. Zatem możemy zamienić myślę, na śpiewam albo widzę. To może zamieńmy to na &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jestem&lt;/span&gt;? Czemu nie? Jak to będzie? Jestem, więc jestem? To już nie brzmi tak mądrze. Powiedz, czy uważasz, że jesteś?”&lt;br /&gt; „Oczywiście.”&lt;br /&gt; „Istniejesz, to pewne. To dobra odpowiedź. A czy to, że jesteś oznacza, że jest też twoje ja?”&lt;br /&gt; „No chyba. Nie wiem o co chodzi.”&lt;br /&gt; „Pytałem kim jesteś, czyli co to jest Ty.”&lt;br /&gt; „To będzie oczy, nos, ręce, głowa i tak dalej.”&lt;br /&gt; „A jak ci wyrwę oczy?”&lt;br /&gt; „To też będę ja.”&lt;br /&gt; „A nos?”&lt;br /&gt; „Też.”&lt;br /&gt; „Teraz będę wyrywał i wyrywał. Kiedy mogę przestać, żebyś to ciągle była ty?”&lt;br /&gt; „Nie wiem, chyba na mózgu, bo tak w środku coś się dzieje i myślę, nie?”  &lt;br /&gt; „Tak, tam masz świadomość swojego istnienia. Ale to dzięki oczom, uszom i skórze jesteś. A w zasadzie, nie ty jesteś, tylko świat, co cię otacza.”&lt;br /&gt; „Nie rozumiem.”&lt;br /&gt; „Do czego ci mózg?”&lt;br /&gt; „Do myślenia.”&lt;br /&gt; „Co to znaczy?”&lt;br /&gt; „Chyba, żebym mogła myśleć, tak?”&lt;br /&gt; „Dlaczego mi odpowiedziałaś?”&lt;br /&gt; „Bo pan zapytał.”&lt;br /&gt; „Kto odpowiedział?”&lt;br /&gt; „Ja.”&lt;br /&gt; „A jak to się stało, że odpowiedziałaś?”&lt;br /&gt; „No pan zapytał, to mi wleciało do ucha, później do mózgu, tam się dzieją te wszystkie czary i wyszło buzią.”&lt;br /&gt; „Dokładnie. Jesteś mądrą dziewczyną. Widzisz w takim razie, że odpowiedziałaś z jakiegoś powodu.”&lt;br /&gt; „Nom.”&lt;br /&gt; „A czy mogłabyś odpowiedzieć mi bez powodu?”&lt;br /&gt; „No pewnie.”&lt;br /&gt; „To powiedz coś bez powodu.”&lt;br /&gt; „Kasza manna.”&lt;br /&gt; „To było bez powodu?”&lt;br /&gt; „Bez.”&lt;br /&gt; „A czy przypadkiem nie powiedziałaś tego, bo kazałem powiedzieć ci coś bez powodu?”&lt;br /&gt; „Hm. Teraz mówię bez powodu. Lalalala.”&lt;br /&gt; „Jesteś pewna? Przecież powodem jest nasza rozmowa. Twój mózg dostał informację o tym, że trwa rozmowa i w pamięci miałaś, że trzeba było powiedzieć coś bez powodu. Dodatkowo masz zapisane w pamięci zachowanie, które nazywamy przekąsem. Te informacje się złożyły i powstała nowa informacja, która została przekazana do mózgu i wypowiedziana. Ponadto powstała ona z już istniejących, bo nie może powstać z nieistniejących. Skoro twoja odpowiedź jest tylko wynikiem złożenia się pewnych informacji, które już istniały, bo istnieć musiały, a istniały dlatego, że coś ze świata na zewnątrz je stworzyło, to znaczy, że powodem wypowiedzenia tego zdania było złożenie wielu informacji i reakcja mózgu na ich aktywację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Wyobraź sobie komputer. Czy komputer może coś zrobić bez powodu? Nie. Czy możemy uzyskać jakiś wynik nie prosząc go o to? Nie. Zapytasz: &lt;span style="font-style:italic;"&gt;jak to, a generowanie np. losowego wyniku? Nie kazałem mu wylosować takiej liczby, a zrobił to.&lt;/span&gt; Tak, ale kazałeś mu wylosować jakąś liczbę. Komputer odpowiada tylko na rozkaz. Trzeba mu kazać, aby coś zrobił, a ściślej: coś z zewnątrz musi go popchnąć do działania. Dostarczyć mu danych i rozkazów. Tak jest ze wszystkim. Stół sam z siebie nie podskoczy.”&lt;br /&gt; „To wszystko jest jakieś naciągane. Co to w ogóle znaczy?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tłum podrywa się po raz trzeci. Znów padają oskarżenia. Tym razem Sokrates wyciąga z buta złote monety i rzuca je garściami w otwarte ramiona zachłannych gapiów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; „To, moja droga, znaczy, że nie możesz powiedzieć, zrobić niczego bez powodu. Nie możesz, bo żeby twój mózg wygenerował jakąś odpowiedź muszą mu zostać dostarczone dane z zewnątrz. To zaś znaczy, że twoje ja którego broniłaś nie może istnieć, bo ty nie masz wpływu na nic, tylko ma twój mózg, przetwarzający dostarczone mu w pewnej chwili informacje. Odpowiedź generuje się sama, a ty nie masz na nią żadnego wpływu. Jeżeli miałabyś wpływ, trzeba by było uznać, że potrafisz sterować mózgiem. Ale jak miałabyś to robić? Ręką? Nie. Mózgiem? Absurd. Zatem można powiedzieć, że ty, to w istocie odpowiedź na wszystkie czynniki zewnętrzne. Ty, to zniekształcone odbicie zewnętrza. W takim razie, skoro twoje ja nie istnieje, nie istniejesz wcale, więc znikasz.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; I faktycznie Mafia znikła w tym właśnie momencie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tłum doczekał się końca, ale był zawiedziony. Oczekiwał czegoś spektakularnego, fajerwerków i darmowej recepty na życie. Okazało się, że i tu jest nudno, a odpowiedzi nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sokratesa aresztowano i skazano na śmierć za nielegalne zamienianie ludzi w świnie i przemyt osła, a także za niezapłacenie podatku od darowizny.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-7753463842854954457?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/7753463842854954457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=7753463842854954457' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/7753463842854954457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/7753463842854954457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/12/lady-filozofii-sokratejskiej-w-gta4.html' title='Ślady filozofii sokratejskiej w Gta4'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-1494815115060826083</id><published>2008-11-30T07:35:00.001-08:00</published><updated>2008-11-30T07:36:15.598-08:00</updated><title type='text'>Nowy portal otwarty</title><content type='html'>Zapraszam na moją stronę &lt;a href="http://www.inter-dziennik.hahi.pl"&gt;www.inter-dziennik.hahi.pl&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-1494815115060826083?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/1494815115060826083/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=1494815115060826083' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/1494815115060826083'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/1494815115060826083'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/11/nowy-portal-otwarty.html' title='Nowy portal otwarty'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-4547322942558013840</id><published>2008-11-26T03:15:00.000-08:00</published><updated>2008-11-26T04:55:00.165-08:00</updated><title type='text'>Z rozmów, cz.1</title><content type='html'>Ważna życiowa porada: nie kupuj dziewczynie bluzki bez pytania jej o rozmiar. Jeśli kupisz za dużą, dziewczyna powie: &lt;br /&gt;"ty gnoju! uważasz, że jestem taka gruba?!"&lt;br /&gt;Jeśli zaś cwana z ciebie bestia i kupisz za małą, powie:&lt;br /&gt;"ty gnoju! sugerujesz, że jestem za gruba?!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już musisz coś kupić, kup włóczkę i komplet igieł. Niech se sama uszyje, w końcu jest cywilizacyjnie przystosowana do krawiectwa. Myślisz, że po co jej piersi, jak poduszeczki? Do wbijania igieł oczywiście.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-4547322942558013840?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/4547322942558013840/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=4547322942558013840' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/4547322942558013840'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/4547322942558013840'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/11/z-rozmw-cz1.html' title='Z rozmów, cz.1'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-3907742805346907228</id><published>2008-11-14T11:17:00.001-08:00</published><updated>2008-11-26T03:14:42.732-08:00</updated><title type='text'>Dorota Masłowska kontra Słowianie żyli w domach z drewna</title><content type='html'>Nowa książka „Między nami dobrze jest” właśnie trafiła na półki sklepów. Kupiłem, a jakże, bez zastanowienia, bez nawet oglądania ceny, ale też bez przesadnej podniety, jaką zwykle emanują w swoich listach gimnazjaliści w cd-action. Zanim o książce, krótko o pierwszym wrażeniu. Gdybym był profesjonalistą w każdym mym nieprofesjonalnym calu, mógłbym napisać: „Już przy pierwszym kontakcie wzrokowym książka wzbudza niemałe kontrowersje, starzy czytelnicy zaskoczeni będą nową szatą graficzną, która w przemyślany i wykwintny sposób burzy dotychczasową stylistykę tak, jak się burzy młode dziewczę, kiedy dostaje kapslem po piwie w czoło. I nie pomylimy się jeśli uznamy, że 'nowe' podzieje się również... ” i tak dalej. Ale nie mam czasu, więc powiem tak: git okładka. Faktycznie trochę mnie zbiło z pantałyku, że groteskowe kreski „odeszły w niepamięć, siejąc w umysłach czytelników nienasycone domysły o powodach rozstania się tak niegdyś zgranej pary artystów”. Więc wiecie ludziska, nie ma chuja- jak to mówią- we wsi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Rysunki, choć nowe, wcale nie gorsze są od poprzednich, nadal podkręcają nastrój zręcznie przez Dorotę konstruowany, i tak jak dawniej spełniają dwojaką rolę: „o książka z obrazkami, kupię se”, „o! Dorota Masłowska wydała nową książkę, o i są obrazki, kupię se”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Książka jest dobra, bo Masłowska ma talent do upiększania rzeczy, które są brzydkie, do mówienia o ziemniakach tak, że jest śmiesznie, do pokazywania palcem jaki fajny jest nasz język, gdy się go widzi i do zamieniania historii o niczym w zabawną i pełną pyzatego humoru, przewrotną, krotochwilną przygodę. Tak jest i tym razem chociaż brakowało mi, brakowało dotkliwie poezji rozlanej, rozbuchanej i agresywnej, takiej jak w książkach poprzednich. Nie zawiodłem się za to na jej oryginalnym, złośliwym poczuciu humoru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Świetnie napisane dialogi (bo z samych dialogów składa się książka z racji, tak zwanego, bycia dramatem) udowadniają, że Masłowska jednak jest znakomitą pisarką. Obrazy, które tworzy, to dowód na plastyczność jej wrażliwość, na wrażliwość jej plastyczności i coś pewnie jeszcze. Sam fakt ukazania się książki niezaprzeczalnie prowadzi do wniosku, że Dorota żyje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  Znowu pokazuje nam, że metafory można stworzyć ze wszystkiego. Gdyby mnie zapytano, jak ona to robi, odpowiedziałbym: „No wiesz, bierze w lewą rękę jedno słowo, w drugą inne, skleja roślinnym i, wiesz, to się po prostu trzyma. Tylko, wiesz, ona jakimś cudem zawsze wie, które słowa wybrać.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Powiedziałbym nawet więcej: Masłowska to taki literacki McGajwer (Sory, nie wiem, jak się pisze to dziwne staroholenderskie nazwisko i nie chce mi się sprawdzać na google. Tak, pałka ze mnie.).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Z grubsza książka opowiada o różnych rodzajach ludzi. O tych ważnych fajnych i tych, którym kulka do „ruletki życia” wyleciała krupierowi z rąk i wpadła do kibla. Temat nie zmienił się w zasadzie (wbrew pewnie temu, co pomyślą niektórzy) od czasu pierwszej książki. Znowu jest trochę o tożsamości, trochę o wrażliwości, niesprawiedliwości i istnieniu, naszym istnieniu. Pojawia się motyw fikcji rzeczywistej, czyli świata którego nie ma. To znaczy jest, ale go nie ma. No rozumiesz: on jest, ale go, tego, no, nie ma go. „Mamy do czynienia z próbą zmierzenia się ze zgubnym wpływem popkultury na życie jednostek”, choć może wcale nie, może interpretować to mamy w kategorii: ludzie, nie macie życia, nie istniejecie, nie jesteście przez siebie, tylko przez kogoś, kimś innym jesteście, pod innych się podszywacie, jako wyobrażenie żyjecie o sobie samym, a nie samym sobą, weźcie się w garść, bo zostało wam- ile?- dwadzieścia, trzydzieści lat życia? Choć może i to jest błędne tłumaczenie, może raczej spróbujmy tak: książka pokazuje, że stworzona przez media rzeczywistość nie jest wcale taka kolorowa, nie jest wcale tak, jak na reklamach kawy Czibo, że piękna kobieta koloru blond w sięgającym do pasa swetrze robi ci laskę i myje pachy, a podłoga ma ten świetlisty urok dopiero co kupionej posadzki z mahoniu. Nie jest tak fajnie, jak na wspólnej, gdzie problemy w końcu zawsze się rozwiążą, że jak nie ta kobieta, to inna, ładniejsza się znajdzie, a jeśli jesteś bezrobotny, to nie bój dupy ziomuś, przecież mieszkasz w Warszawie, będzie git, zrobimy imprezę spod patronatem Lecha Zielonego Wojownika, a jutro wcale nie zamieszkasz pod mostem z butem odciśniętym na twarzy. Tak naprawdę i tego książka nie mówi, nie jest jednoznacznie krytyczna, bo pojawiają się postacie ze świata wykreowanego (tego bajkowego, gazetowego). Jednak one same, także są wykreowane i sztuczne. A nawet trochę głupie, jak but. Interpretacji jest sporo, a ja mam za mało czasu, żeby pisać o wszystkich jakie przyszły mi do głowy. Kilka razy podczas czytania książki zauważyłem, a może było to tylko złudzenie, że Dorota składa hołd zmarłemu Mirosławowi Nahaczowi, pisząc że istniejemy, nie do końca jesteśmy, ale istniejemy. My naprawdę istniejemy, czy to nie przewrotne?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Pamiętam z lekcji polskiego, jak mówiło się „książka jest portretem społeczeństwa”. Ta też, ale nie cała. Jest także trochę o podejściu pokoleń do życia i poczuciu przywiązania do narodu, o pamięci, o mediach, o bełkocie w mediach, o głupkach w mediach, o lasagne, o wpływie zwiększania się ilości wydzielanego dwutlenku węgla na stan ogólny wód słodkowodnych w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem Wisły, jest krótki kurs Photoshopa i o tym czego nigdy nie będziesz miał, bo los kopną Cię w dupę, ale spoko- są inne rzeczy który możesz mieć, żółwia chociażby. Jeśli jesteś narzekaczem, to przestań, zjedz sobie piankę, kup jakieś małe (żeby w razie jego zgonu nie było ci za bardzo żal) zwierzątko i nakarm go sałatą (chyba, że przypadkowo nie kupiłeś żółwia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Postacie. Barwne, lotne jak cukier puder i fertyczne, jak gałązka sosny, która ma Cię uderzyć w głowę, bo szedłeś za kolegą w lesie, a on zapomniał zawołać: „padnij, gałąź!”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kiedyś myślałem, że zwierzęta muszą się strasznie nudzić. Mówiłem sobie „hej, koleżko, przecież ich jedynym celem jest spanie i jedzenie, jakież biedne to stworzenia, jakież biedne, smutne stworzenia”. Niedawno uprzytomniłem sobie, o czym pisałem już na tym blogu, że... albo sami się domyślcie. Ta refleksja znalazła swoje odbicie w osobowościach postaci Doroty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Nie lubię, jak tekst robi się dłuższy w OO niż 1.5 strony, bo temat zaczyna mnie nudzić, więc „zacznę zbliżać się do końca”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Mam żal do Masłowskiej. Po pierwsze żal za objętość. 80 stron? To może jeszcze zajmij się hodowlą jedwabników? Nie najlepiej wypadają też niektóre metafory. Ma się wrażenie, że nie są już to te fajne, brawurowe porównania i odkrywcze obserwacje co dawniej. Momentami da się wręcz wyczuć powonienie gnijącego banału, czy nawet silenie się na 'śmieszny żart' w stylu "opowiem wam kawał i powiem, kiedy macie złapać się za brzuch i przeturlać po podłodze". Daje to naprawdę nieprzyjemny efekt i poczucie nienasycenia. Niektórym z pewności nie przypadnie do gustu mrok, aż momentami ciasny i duszny, gdyż książka mimo swojej fikuśnej formy ma w sobie dużą dawkę ponurości. "Między nami dobrze jest" polecam bez większego wahania, bo jest bytem literacko niezależnym, napisanym z niegasnącym żarem i, pomimo pewnych niedoróbek, ciekawym przeżyciem.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-3907742805346907228?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/3907742805346907228/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=3907742805346907228' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/3907742805346907228'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/3907742805346907228'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/11/dorota-masowska-kontra-sowianie-yli-w.html' title='Dorota Masłowska kontra Słowianie żyli w domach z drewna'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-890573757110675870</id><published>2008-10-29T07:30:00.000-07:00</published><updated>2008-11-25T08:34:35.880-08:00</updated><title type='text'>Iris</title><content type='html'>Nie chcę mówić o filmie, bo nie nadam mu odpowiedniej dawki melancholii, liryzmu i kontemplacyjności jaka się nad nim rozciągała. Niech tylko jasne będzie, że wpłynął na mnie pozytywnie, przygnębiając mnie i podając myśl, którą teraz spisuję.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Już nie raz zastanawiałem się, co sprawia, że człowiek staje się pisarzem i jakie cechu musi posiadać, aby w tej roli pląsać, jak dziewczynka na tańcach w stodole. I więcej nawet, kim jest artysta, dlaczego jest artystą, co sprawia, że z człowieka wyrasta ten twór, który żyje dla siebie lub, co ma częściej rację bytu, publiczności. Gdzie szukać różnic pomiędzy mną- człowiekiem przeciętnym i artystą- kimś wręcz uważanym za błogosławionego. Wreszcie, jak wygląda szczęście artysty. Czy pada mu do stóp? Czy wali mu kopa pod biodro? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Myślę, a raczej czuję, że różnica jest niezwykle subtelna, że różnica polega na odwadze w przekazywaniu swoich emocji. Emocje w codzienności rutynowej i ulotnej są kwestią wstydliwą. Emocje własne są żenujące i wręcz nieciekawe, błahe, krępujące.  Bo czym zareagujemy na słowa przesycone emocjami, wrażliwością i delikatnością. Czy nie będzie to u przeciętnego słuchacza zakłopotanie? Czy nie pojawi się u części z nas chęć odwrotu od tematu, ucieczki i zakopania emocji żywcem pod trawą? Jeśli to, co mówię, ma jakiś sens chciałbym jeszcze przytoczyć sposób w jaki umykamy chyłkiem od konfrontacji z tą cudzą częścią osobowości, która jest nam niewygodna- duszą, psychiką, jakkolwiek to nazwiemy. Naturalne w takiej sytuacji jest tematu spłaszczenie, spłycenie lub zalanie kpiącą ripostą, czasem uśmieszkiem, banalnym stwierdzeniem, tematu zbycie, poddanie go unieważnieniu. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ta bezpieczna z naszego punktu widzenia metoda ma tę zaletę, że nie można nam zarzucić obojętności. A gdyby nawet zostało zauważone nasze ironiczne podejście zawsze mamy szansę przywołać marudera do porządku mówiąc mu, że myśleliśmy, iż robi z nas jaja, bo nikt przecież normalny nie opowiada o swoich uczuciach, więc za żart to uznaliśmy, prowokację. Uważam, że w pewnym sensie opowiadanie o swoich uczuciach, to cios nokautujący. W rzeczywistości do której jesteśmy przyzwyczajeni trudno jest się natknąć na czułe słowo pochwały, lub rozgoryczone rozczarowania (co zresztą nie jest dziwne). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jednak, jest potrzeba przekazywania swoich tajemnic, żali, smutków. Dlaczego? Przekazując nasze, z punktu widzenia tłumu, nieistotne problemy komuś bliskiemu (zaufanemu), dajemy sobie szansę na wyniesienie tych problemów szczebel wyżej, zostaje nadana im ranga, a zatem wzmacniamy nasze poczucie wartości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kim jest artysta jeśli nie człowiekiem, który ufa/ryzykuje, że emocje jego nie rozstaną rozszarpane przy użyciu tępych narzędzi? Odwaga jaka potrzebna jest do wyrażania tego, co w naszym przekonaniu jest istotne, jest nie tak wcale częstym zjawiskiem i potrzebuje niezłomnej osobowości. Takiej, która pewna jest swej tożsamości. Ktoś mógłby tu zapytać: czy artystami są nastolatki ekshibicjoniści? Odpowiedziałbym mu pewnie, że nie. Dlaczego, gnoju? - zapytasz. Zdaje mi się- odpowiedziałbym opierając się o filar i punktując w twoje czoło dymiącą fajką- iż aby móc zacząć mówić o kimkolwiek jako czymkolwiek, musimy uwzględnić poprawkę na jego świadomość. Młodzież nie jest jeszcze świadoma. W głowie młodzieży czai się chaos. Jak brudny, włochaty kundel siedzi gdzieś na dnie mózgu i głośno szczeka. Byłbyś może zawiedziony tą odpowiedzią i już otwierasz usta, by się przeciwstawić, ale wkładam ci w buzię mokrą chusteczkę i milkniesz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; To wszystko? Artysta jest szczery? I tyle? Oj nie, jest tego więcej. Opowieść artysty, to jedna i ta sama śpiewka. Piosenka o miłości, piosenka o radości itd. Słuchamy ciągle tych samych bajek, opowiadanych coraz wymyślniej, coraz inaczej. To oczywiste, że aby móc być określanym mianem artysty należy wykazać się pomysłowością, nieprzeciętnym intelektem i empatią. Problem polega nie na gromadzeniu w sobie wszystkich tych informacji (co umożliwiają wymienione przeze mnie umiejętności), ale na dzieleniu się nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jest to problem szerszy, niż tylko przypisywanie komuś roli (np.: artysty, pisarza, ludwisarza). Dzielenie się emocjami lub jego brak, to przyczyna pomyłek, konfliktów, radości i sposobu w jaki patrzymy na świat. Zadam  pytanie. Czy bijatyka na ulicy nie jest dzieleniem się emocjami? A zabójstwo? A kradzież? Przecież piłkarscy chuligani są aż przesiąknięci emocjami. Można o nich powiedzieć: co za wrażliwi chłopcy. Czy są do dobre emocje? Tak. Moim zdaniem tak. Każda emocja, rodząca się w naszym wnętrzu jest piękna i czysta. Złość, nienawiść, radość, to są emocje, które goszczą w człowieku. Nie ma w nich niczego złego, wszystkie są nasze, swojskie. Nie zgadzam się tylko ze sposobem ich wyrażania, a mówiąc ściślej: wkurwiają mnie debile napadający na ludzi. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyobraźmy sobie alternatywę: brak emocji. Taka sytuacja doprowadziłaby do stracenia sensu istnienia. Tak, to duże słowo, ale mi tu pasuje. Czym były nasze odkrycia, gdyby ktoś nie mógł klasnąć w dłonie i powiedzieć: ale zajebiste. Albo czy wyobrażacie sobie beznamiętne oglądanie filmów? Nie! Dlatego emocjom mówię tak, a ścieranie się ich dwóch sił: destrukcyjnej i tworzącej jest tylko kolejnym pretekstem dla takich tekstów, jak ten.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-890573757110675870?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/890573757110675870/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=890573757110675870' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/890573757110675870'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/890573757110675870'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/10/iris.html' title='Iris'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-3863883768330645513</id><published>2008-10-18T08:09:00.000-07:00</published><updated>2008-11-26T04:25:40.079-08:00</updated><title type='text'>Historia martwego płodu, który nie umarł, za to bolała go głowa.</title><content type='html'>Miało się zacząć od słońca, że wkulało się na scenę zza horyzontu i pyk zrobiło kremową jasność, ale zacznę inaczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Mam trzy lata, błękitne oczy i spojrzenie anioła, kocham zwierzęta, najchętniej te małe, a na pieszczoty starszych ludzi odpowiadam tkliwym uśmiechem. Tak naprawdę, jestem dzieckiem idealnym o prostych włoskach opadających na zdziwione brwi, rączkach słodkich, jak kukurydza z puszki i stópkach delikatnych niczym mięso łososia. Jestem w dodatku wybitnie uzdolniony, grzeczny, prostolinijny, prawdomówny, skromny i uroczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; I jeszcze jedno.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Zabiłem swoją matkę. I nie mam trzech lat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Kobieta miała na imię Tsabagadaba. Jej historia, oprócz tego, że umarła w siódmym miesiącu ciąży z kawałkiem grubej blachy wystającym z wątroby, jest tragiczna. W sensie kinowym. Że idąc do kina nie spodziewasz się tylu wzruszeń, a nawet szlifujesz cynizm i wrodzony sarkazm, a później okazuje się, że jednak jesteś gejem i płaczesz, kiedy Juliet nie zdąża na pociąg do Cansas, mocząc sobie bawełniany kołnierzyk tęczowym śluzem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dzień matki zaczynał się o 5.00 rano. Zbierała manele i wyłaziła do pracy w sklepie całodobowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Reszta poranka wygląda, jak kawałek węgla na ulicy. Już w brzuchu zauważyłem to, czego lepiej w tym wieku nie dostrzegać, że matka wstawała i, po umyciu się, już do wieczora chodziła w kółko, aż zapadał zmrok i kładła się spać. Wszystkie następne dni zaczynały i kończyły się tak samo. Tylko średnica koła robiła się mniejsza, jakby jedynym jej celem było niezmordowane dreptanie po jakiejś nieuniknionej spirali. Później to samo zaobserwowałem u tramwajarzy. U nich może widać to dosadniej, bo kiedy tak kręcą się, jak muszla ślimaka, po tramwajowej pętli, ograniczeni do kilkunastu przycisków na tablicy rozdzielczej, wyglądają żałośnie i smutno. Bardziej nawet przygnębiająco, niż żółw, który próbuje podrapać się po plecach. Przypominają mi murzyńskich niewolników na plantacjach bawełny, próbujących tę bawełnę zbierać, używając rękawic bokserskich. W której to chwili ich życia dali się tak brutalnie wydymać?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Tsabagadaba wracała do domu spocona i brzydka. Pozbawiona siły na cokolwiek. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Seks.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Sen.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Budzik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; I tak dalej. Aż któregoś dnia powstałem ja: Bakabadzydyk, murzynek o błękitnych oczach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Siedem miesięcy jadłem, piłem, dobrze się bawiłem, ogólnie spoko był ze mnie płód. Słuchałem opowieści matki. Nawet nie mam jej za złe, że dziamgoliła do mnie niemowlęcym językiem, bo głos tej kobiety wpływał pozytywnie na trawienie. Czułem wszystko, ona smutna- ja smutny, ona wesoła- ja wesoły, ona- ja. Byłem nią i czymś więcej niż nią. Choć może mniej nawet, może karłem jej byłem, dzieckiem w niej, dzieckiem które ona- dorosła hodowała w sobie. Byłem nie tylko człowiekiem- dzieckiem, ale też dzieckiem: wspomnieniem jej dzieciństwa, jej dziecinnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Pojawiłem się w jej ciele znienacka, jak guz albo narośl na policzku, jak jeż na autostradzie. Później miałem zostać zerwany, jak się zrywa winogrono. Tyle, że nie dałem jej szansy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Było tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jedziemy fiatem126p, a ona- czuję- wkurwiona. Na maksa wkurwiona jedzie tym fiatem, więc ją kopię „stara, co jest?!”. A ona nic. Jedzie dalej, udaje że nie słyszy. Ja się irytuję. Ona jedzie. Ja w płacz. Ona gaz. Ja kopię. On pędzi i ściska brzuch. Kopię. Kopię! Szarpię się, żeby wyjść, muszę wyjść! Udusisz mnie kobieto! Wariatko, otwieraj drzwi, do kurwy nędzy! Puk, puk! Gdzie klamka?! Ona nic, jakby nie słyszała. Szaleje, szalona. Płacze, słyszę płacz jędzy, baby. I nagle wolno, wszystko ciągnie się jak, film z Indii. Słyszę jej głos, jej słowa pełne żalu, tęsknoty i goryczy o marzeniu, o fantazji, która teraz zmieniła się w kawał wzdętego mięsa. Słyszę głos jej mokry, stłumiony, dźwięki takie, jakie słyszeć muszą ryby. Dźwięki o mężczyźnie i tragedii, jakiejś historii, z banalnym zakończeniem, miłosnej. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Dźwięki przyspieszają, znowu hałas, prędkość! O nie, suko! Nie tym razem, koniec wycieczki, koniec płaczu i mycia włosów co drugi dzień. Mówię jej to, wykrzykuję do ucha. Ona nic! Nie słucha. Nie słuchasz? Więc ja cię teraz zabijam mój stole szwedzki, moja matko! Teraz właśnie biorę i zabijam, bez żadnych tam dzień dobry, dowidzenia. Koniec z tobą. I robię to co mówię. Biorę rozpęd, staję pod samym kręgosłupem, nabieram prędkości i już, już ją mam, to będzie kop w samo serce, kop Bruce'a Lee. Jedzie wciąż szybko, a ja duszę się! Duszę i kopię ją w lewą komorę. Ja kopię, ona umiera. Wpada w poślizg i umieram.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-3863883768330645513?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/3863883768330645513/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=3863883768330645513' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/3863883768330645513'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/3863883768330645513'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/10/historia-martwego-podu-ktry-nie-umar-za.html' title='Historia martwego płodu, który nie umarł, za to bolała go głowa.'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-875888836197951608</id><published>2008-10-14T06:41:00.000-07:00</published><updated>2008-10-14T06:51:53.521-07:00</updated><title type='text'>Smutny morderca opowiada o uczesanym psie.</title><content type='html'>Pierwsza ofiara, co pod kijem zdechła w ręku moim, był to pies z podwórka. W takich chwilach- opowieści- powinno się nakierować czytelnika na nastrój wówczas panujący, żeby więc nadać wydarzeniu odpowiedniej grozy i mroku, powiedzmy, że tak: wiatr ciął silny i mżawka nie dawała spokoju naszym złaknionym wrażeń, dziesięcioletnim sercom. Kolory dnia wypłowiały zaraz po trzynastej i już od tej chwili wyglądały tylko, jak rak mózgu.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Jak to było? Normalnie, jak to w życiu. Może tylko ryj psa był taki raczej dziwny, jakiś nieprawdziwy, jakby przeniesiony z bajki o zaczarowanym domku, w którym żyją w komunie bure zwierzątka. No i minę miał, jak kawał dupy, minę w stylu „cześć, jestem Zygmunt Heizer, zaprosisz mnie na rodzinnego grilla w wysokiej trawie?”, a myśmy byli młodzi i, jak pewnie się domyślacie, przemoczeni i źli.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Już nie pamiętam kto zaczął przywoływać psa. Może ja, może Gruby, może Spierdalaj Do Ameryki Łajzo. Mniejsza.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Gruby był spoko, ksywę odziedziczył po starym, co się zajmował pracą z dziwkami. Miał fajne pomysły i trampki, ale żeby się nie łasić, powiem szczerze, że trampki lepsze. Takie czerwone w kratkę z napisem na boku. Kupione w super sklepie z zagraniczną nazwą Butex, fajny sklep to był. Brytyjski. Tak się przynajmniej lansował. Że Europa. Że fotele skórzane, bątą, fifą i bimbambom. Lukszury tak zwane, eksklusiv. Dzień dobry szanowny kliencie, a może pasztecik? A może kawa? A może lukrecjową pałeczkę w dupkę? &lt;br/&gt;&lt;br /&gt; A jak już wszedłeś, to nie ma bata, musisz kupić chociażbyś się miał zapożyczyć, chociażbyś miał córkę zgwałcić albo sprzedać na rynku wtórnym, bo jak nie, to wychodzisz ze spuszczoną pod pachę głową i jesteś cham. Albo nawet żul spod sklepu „Wina&amp;Płyny” i od razu możesz zapuszczać brudną brodę, przestać się myć i obcinać paznokcie, bo nikt już z tobą na pewno nie pogada. &lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Więc kupowałeś przynajmniej gąbkę do mycia kolan i wychodziłeś szczęśliwy, spełniony, towarzyski i europejski.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Teraz to co innego. Idziesz do sklepu, zjadasz batonika z półki i spieprzasz bez płacenia. Od czasu do czasu cię złapią, to dostajesz wpierdol od ochroniarza gumowym zaganiaczem. Tracisz zęba i jedziesz dalej. Jak ktoś ma pecha kalkuluje mu się jeden batonik na ząb. W sumie nie jest źle. A przecież zdarzają się promocje.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Kiedyś pewnie, gdy wyjeżdżałeś ze sklepu obładowany, niczym sułtan, z górą żarcia, które i tak skiśnie zaśmierdnie, mogłeś się czuć ważny. Pewnie tak ważny, jak papież co najmniej, bądź małego jakiegoś kraju cesarz. I z dumą na buzi pyzatej, z uśmiechem człowieka lubiącego zjadać gumy spod ławki wykołowywałeś wózek do samochodu, z hiperbolą, z gracją i szarmem.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Teraz generalnie lacha. Chuj mnie to czy masz w koszu kontener cytryn, czy gołe dupy zakryte serem Gouda w plastrach. Zmęczenie i stres zatrzymują mi serce, więc nie mam czasu na twoją cesarską dumę. &lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Ale nie jest to przecież felieton do Przekroju, tylko opowieść kryminalna. &lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Wróćmy do psa.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Daliśmy mu jakieś niby imię, coś w stylu Pizdek czy Broszek. „Hej Pizdek przynieś kość, hej Pizdek turlaj się. Zdechł Pizdek.”. I tak dalej. Fajna psina. Polubiliśmy bydlaka.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Lata mijały, a pies prawie nie starzał się. Raz słońce, raz deszcz. Ludziki z kasztanów. Podwieczorki u kolegów. Zabawa w śniegu i mokre kalesony. Pies Pizdek miał swoje gniazdo pod drzewem jabłoń. Kilka razy widziałem, jak zżerał gołębia, kiedy indziej to my przynosiliśmy mu kaszę. Kolejne lata. Dupy. Pierwsze komputery. Piłka. Papierosy od kolegów. Liście żółte, jak żar fajek. Liście pomarańczowe, jak płatki śniadaniowe. Wódka. Kąpiel nocna w jeziorze za miastem.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Życie piękne, skończone z wyróżnieniem studia. Żona romantyczna, z włosem miękkim, skórą ciepłą, wdziękiem i spojrzeniem pełnym tajemnicy, tęsknoty. Lata starości spędzone w przytulnym domku przypominającym obrazek z kalendarza u babci.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Tak, ale gdzie tu historia morderstwa? Gdzie pies? Kiedy umarł i o co chodzi w ogóle z tym całym pejzażem ckliwym?&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; No bo to nie do końca było tak. A miało tak być, tak się w główce wyśniło, takie bajki opowiedziano, a życie inaczej się poturlało.&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Deszcz ciął, pies przylazł z minął smutną. A myśmy znudzeni. A jak to będzie, jak się psa lagą pierdolnie? Co ma pies w środku? O proszę, to jednak oko nie jest metalowe. Twarda jest ta psa skóra, ciężko jest kijem psa rozsadzić. We trzech, we trzech! Kamieniem! Pałką! Woda pot zmywa z dłoni. I krew w trawie grzęźnie, jak makrele w sieci rybackiej. I w głowę! I nogę! Co w środku? Czemu tak podnieca ten zapach zwierzęcia? Ten pot i mocz. A teraz lepiej, w truchło! Szczękę psa roztrzaskać, roznieść, rozerwać dłońmi we dwóch, we trzech! I kości psa wyciągnąć, bebechy psa wywrócić, połamać żebra, pozrywać stawy. A może zjeść? Może zjeść mięso psa? Tak zjeść! Zagryźć!&lt;br/&gt;&lt;br /&gt; Tak było. Psa zabiliśmy i zjedliśmy. Ubrania przemoczone rozwiesiły nam matki na sznurach. "A skąd krew?"- pytają. To krew psa. Zjedliśmy psa.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-875888836197951608?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/875888836197951608/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=875888836197951608' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/875888836197951608'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/875888836197951608'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/10/smutny-morderca-opowiada-o-uczesanym.html' title='Smutny morderca opowiada o uczesanym psie.'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-5825375457836816941</id><published>2008-10-05T06:25:00.000-07:00</published><updated>2008-11-25T08:40:15.190-08:00</updated><title type='text'>Dziewczynka i żydek z cukru.</title><content type='html'>&lt;p&gt;Wydział teoretycznego badania zjawisk rozproszonych metodą wypuszczania gołębi kominem ma się znakomicie. Pastelowo, świecowymi kredkami naszkicowany, na suchej jak podbrzusze jeża tekturze, nadyma się z umysłowej rozpusty.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Jest to historia zmyślona o narysowanym kredką uniwersytecie i postaciach ulepionych z kolorowego papieru. Nie mniej nie oczekuj przyjemnej historii, historii z miłym zakończeniem, że kończy się opowieść i dziecko z lizakiem w ustach wesoło przeskakuje z kafelka na kafelek. O nie- raczej krwi się spodziewaj i nudności żołądka, rozstępów na biodrach, zgagi i zadyszki, jak po próbie wyciągnięcia dźwigiem paprocha spod powieki. Bo to historia złośliwa o narysowanych złośliwą linią majakach, ludkach w kształcie kosodrzewinę przypominających.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;Dziewczynka, co jest tu w roli głównej twórczyni, ma oczy niebieskie, coś jakby lód, co odkłada się na szybie zimą, ale dodajmy- świeci słońce- więc lód topnieje. Topnieje gęsto i leniwie, skrapla się niezachłannie i przez chwilę wygląda bardziej na tłustą narośl, niż wyobrażenie popularne o lodzie topniejącym, i pewnie romantyczne bardziej, które opisać dałoby się jako smugę i obłok melancholijny, tęskny, melodyjny, trochę może jazzowy, mniej pewnie saksu, więcej płynnej gry na gitarze. Dziewczyna ćwiczy jidysz.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;I grę na talerzach drewnianym widelcem. &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    I chce gotować. I smażyć.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    I latać. O tak, jak dorośnie nauczy się latać i odleci do góry, żeby zobaczyć o co chodzi z tym całym słońcem i po co w ogóle to srebrne wisi w nocy nad głowami. I jeszcze- najważniejsze- doleci do górnych półek- gdzie mama chowa wszystkie fajne rzeczy.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    To bierze do ręki kredkę i rysuje katedrę uniwersytetu, w którym uczą puszczać gołębie przez słomkę, jak się puszcza bańki mydlane. I ciepło jest dziewczynce, a powietrze pachnie intensywnie dzikimi kwiatami z gazonu za oknem. Rysując leży brzuchem raczej w bezpośrednim kontakcie z podłogą, a językiem częściej zagiętym i wychylonym więcej w kierunku kartki, niż to określają iso standardy. A żebyś sobie iso wyobraził weź ludzi z buziami spłaszczonymi, wymiętymi, jak wtedy kiedy zagarniasz garścią szmatę z podłogi i robią się fałdy i żyłki. Ludzie ci siedzą, mruczą, gardłowo chrypią do siebie w języku z książek Tolkiena, jak gdyby byli z kamienia, a włosy jakby mieli z ciężkich parówek, śliskich i oklapłych. Więc mruczą do siebie, głosem huczącym, jak turlający się żubr. Rzucają w siebie na oślep okrągłe słowa, niby malutkie prosięta robiące w powietrzu fikołki, i łapią je łapczywie, skąpo. A kiedy już odpowiednią ilość wyłapią, nachapią się i nasycą, swoją przemyślnością zadowolą i wszystko ślicznie spiszą, ładniutko podkreślą i pachnącym długopisem nagryzmolą, umierają. Członki im się rozkładają, oczy z dziur wyskakują, zęby tracą jak z kurtki guziki, zamieniają się w martwy bąbel i pękają z głuchym trzaskiem.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Dziewczynka traci dziewictwo.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Znowu w pozycji na brzuszku z językiem bardziej na wierzchu, niż to zazwyczaj, na co dzień w kiosku widać zza nieprzeniknionej warstwy szkła, pudełek, pism. Teraz dziewczynka maluje usta warstwą kleistej oleiny. Tylko czemu na  wargach pięknych kobiet wyglądało to tak zmysłowo i mieniło się tak słodko? Dlaczego z ust ich spływała rozkosz i pełne były ich oczy omdlenia? A teraz u mnie, na mnie, tylko niezdarne bruzdy i w ogóle, jak ziemia rozorana pługiem. Sen szybki, urywany. W dzień niepokój, że coś zostało zapomniane. Tęsknota chroniczna za czymś, co powoli traci kształty. Dziewczynka ma już 25 lat.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Nie pozostawię Cię bez opisu rozoranej pługiem ziemi. Rzecz to nudna i straszna. Szara taka, wiesz, do dupy trochę, aż tak, że w porównaniu z nią Chłopi, to książka o serii spontanicznych i śmiesznych igraszkach na wsi. Ziemia- relief z szarego mydła. Młodsi szarego mydła nie widzieli- przypomina ono trochę ludzką kość pomalowaną farbką wodną na brązowo. Na rozoranej ziemi pracują zmęczeni ludzie. Tylko niestety i oni stracili romantyczny wygląd z Wesela, żadnej w nich tajemnicy. Zakasane rękawy i oczy tak puste, że krzycząc w nie usłyszysz echo. A dzieci? Małe brudne zawiniątka, uśmiechnięte i niewinne bardziej, niż bułka z serem skryta na dnie papierowego woreczka.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Te dzieci i dzieci ich zaprzyjaźnione, z miast przyjeżdżające w odwiedziny, to istne wulkany namiętności. Skrywane pod okrutną maską delikatnej buzi, pod szklanymi oczkami i zasmarkanym noskiem pasje, nienawiści, miłości, szalona radość i zaciętość powinny budzić chociaż cień dystansu. Prawda? &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    I tak na przykład sympatyczna zabawa w młynarza, to w oczach opiekuna śmieszna psota i „och te dzieci, pamiętam jak byłam sama taka i jak żeśmy wtedy się po łąkach jak się chodziło i te zbierało wiesz, a świat to się inny jakiś wydawał, to były radosne chwile, bo że nie tak jak teraz ale inaczej raczej.”, a w przerażonym spojrzeniu dziecka młynarz będzie pewnie torturą, egzekucją wykonywaną przez inne dziecko. &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Dziewczynka po raz pierwszy łyka garść tabletek i upada na twarz. &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Czemu cieniu pancerz zakładasz na oślep? Myśli dziewczynka i szuka ręką okularów w ciemności. Szpitale to miejsce jednak zimne, nie pozbawione co prawda uroku i jakiejś takiej ciekawej poetyki, ale zimne. Kaloryfery przypominają mi martwe, zastygłe szkielety zbombardowanych budynków, zionące mroźnym, nieprzyjemnych oddechem. Wszystko się zmienia przy odpowiednim podejściu, zamiana szpitala w ciepły hotelik jest kwestią ćwiczenia wyobraźni. Chociażby raz wystarczy oglądnąć lot nad kukułczym gniazdem i zmienia się pobyt w szpitalu z nieciekawej izolacji w pełną przygód i niespodziewanych zwrotów akcji wędrówkę. &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Nad łóżkiem dziewczynki wisi obrazek.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Wcześniej. Rano. Leżąca w szpitalu dziewczynka zostaje odwiedzona przez młodszą od siebie dziewczynkę. To ona jest autorem obrazka.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Młodsza dziewczynka spędza z leżąca godzinę i wychodzi w towarzystwie chłopca w wieku leżącej dziewczynki. Chłopiec ma ręce chłodne. Przed wyjściem mała dziewczynka wykonuje dwa obroty i jeden podskok plus klaszcze w dłonie.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Okno rumieni się od ciepła popołudniowego słońca.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;    Noc. Dziewczynka leży zimna, pomarszczona, srebrna, z językiem na ustach wygrzewającym się w świetle księżyca, jak wąż na kamieniu.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-5825375457836816941?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/5825375457836816941/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=5825375457836816941' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/5825375457836816941'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/5825375457836816941'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/10/bez-tytuu.html' title='Dziewczynka i żydek z cukru.'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-5540913024819075565</id><published>2008-05-19T03:53:00.000-07:00</published><updated>2008-05-19T10:36:22.160-07:00</updated><title type='text'>Ale nie zawsze Riczard Gir</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Bloga wesoły początek&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Jak niedawno zauważyłem &lt;i&gt;nieporządek wzbudza w człowieku niepokój&lt;/i&gt; i lęk tak paniczny, jak wtedy, gdy jest się metr nad ziemią po przebyciu kilometra od zeskoczenia z urwiska. Będzie to zatem porządkowanie, układanie, jakieś szufladkowanie i składanie w kostkę.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Zacznę może od kontynuacji wcześniejszego stwierdzenia, że nieuporządkowanie (a więc i losowość) wzbudza w człowieku niepewność, niepokój, lęk. Konsekwencje jakie z tego wynikają są porażające, nie będzie przesadą jeśli powiem: ponure jak pies z odgryzionym brzuchem. Skoro człowiek dąży do uporządkowania, każde odchylenie od ładu, każda dziwność i bruzda zaczyna powodować nerwowość, ze względu na zniweczenie poprzednich usilnych starań do ułożenia sobie otoczenia. Co można wytłumaczyć i przewidzieć stosując tę technikę rozumowania? Pierwsze narzucają mi się: nietolerancja, faszyzm, fanatyzm religijny, konflikty mogące wyniknąć z  globalizacji.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Co może myśleć faszysta? Podejrzewam, że niewiele siedzi w jego umyśle poza jakimiś pierwotnymi impulsami i przewlekłym przeciągiem. Słuchając wywiadów nieodmiennie dowiadujemy się, że powodem dla którego sieją wokół siebie nienawiść, agresję i patologię jest zabawa i &lt;span style=""&gt;przyjemność&lt;/span&gt;. Wierzę w wytłumaczenie: „biję bo lubię”, poważnie. Lubienie jest całkowicie racjonalnym wytłumaczeniem (chociaż &lt;span style=""&gt;racjonalność&lt;/span&gt; jest zawsze formą okrucieństwa) agresji. Wytłumaczeniem jednak dość łatwym, bo są lepsze. Strach. O tak, strach jest zajebiście dobrym wytłumaczeniem, właśnie strach przed nieporządkiem (strach ten podżegają często &lt;span style=""&gt;ideologie&lt;/span&gt;) zmusza do aktów idiotycznych. Strach robi z ciebie pojeba. To wszystko ma swoje potwierdzenie w politologii, fizyce, literaturze.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Weźmy fizykę. Istnieje coś takiego jak entropia, czyli stopień nieuporządkowania cząstek w przestrzeni. Im większe nieuporządkowanie, tym większa energia. W odniesieniu do człowieka energia może przekładać się na różne dziedziny życia: artyzm, wściekłość, seks itd. Cała &lt;i&gt;sztuka jest&lt;/i&gt;, tak wnioskując, &lt;i&gt;wyrazem lęku&lt;/i&gt;, niepokoju, chęcią uporządkowania (nie ważne jak wielkim jesteś indywidualistą, jak bardzo chcesz być odmienny- twoja sztuka, co jest paradoksem, szufladkuje- w tym: samą siebie), wściekłość jako naturalny przejaw ludzkiej osobowości świadczy o słabości, strachu, może nawet samotności i smutku. Rozwińmy dalej metaforykę fizyczną. Cząstki w fizyce, umieszczone w przestrzeni otwartej, po czasie rozpływają się, uwalniając całą swoją energię gdzieś w kosmos i zastygają w bezruchu. Co by to znaczyło dla nas? Jeśli energia rozejdzie się w historii, jak nie przymierzając galaretka po serniku na zimno, niepokoje zniknął i nastanie coś na kształt utopii.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Hehe, co za brednie. Takie właśnie pierdolenie można porównać do wymiotowania pod wiatr. Przez próby znalezienia złotego środka ginęli przez wieki ludzie. Ktoś mądry wpadał w intelektualny szał, a wpieprz dostawało się niczego nieświadomym prostakom.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Chciałbym jeszcze rzucić szybko pojęcie związanie z politologią: konserwatyzm. Zdaniem konserw jakiekolwiek gwałtowne zmiany mogą wywołać rewolucje, zamieszki i ogólny rozpiździej. W sumie racja.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    A literatura? W literaturze zawsze znajdzie się autor, który przelewając na papier niepokoje współczesnych, zrobi to tak dobrze, że czytelnikom odbija się smrodliwie ich własna moralność. Pokazywanie w twarz błędów jest zakłócaniem porządku (weźmy łatwy przykład Lutra i jego tez przybitych do drzwi jakiegoś tam kościoła w Wittenberdze).&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Idźmy dalej. Bycie czarnym w społeczności białych jest nieporządkiem. Bycie muzułmaninem w świecie chrześcijan jest nieporządkiem. Bycie informatykiem w świecie położnych wprowadza bałagan. Pisanie lewą ręką czyni nieład. Chodzisz po ulicy bez nogi, jesteś brudem. I co? Kojarzy się ta myśl? Tak? Z faszyzmem. Brawo! Ta myśl, jak i każda inna racjonalna może (i najczęściej będzie) prowadziła do nieładu, agresji, nietolerancji. Paradoks: &lt;i&gt;porządkowanie implikuje nieporządek&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Dobro jest zawsze nierozumne.&lt;/i&gt; Ale jakie wnioski można wyprowadzić z tak przeprowadzonej retoryki? W zasadzie każde. Słaby punkt wszystkich ideologii polega na tym, że posiadają słaby punkt właśnie. Mógłbym całkiem zdroworozsądkowo przeprowadzić opozycyjny wywód i zgodziłaby się ze mną połowa, która teraz jest w opozycji. &lt;i&gt;Jednoznaczne poglądy są cechą ludzi bezrefleksyjnych.&lt;/i&gt; Załóżmy taki wniosek. Skoro każda ideologia jest wzięciem części prawd w nawias lub wręcz wyrzuceniem poza margines, wyklucza część myśli w marginesie, czyli ludzi należących do tych myśli (nie odwrotnie). Ergo nietolerancja. Co prowadzi do ideologii? Rozwój. Myślenie. Konkluzja nasuwa się sama:&lt;span style=""&gt; „Dobro jest zawsze nierozumne”. Bezmyślność, przyzwolenie na głupotę doprowadzi świat do ideału. Zgadasz się? Jeśli tak: jesteś idiotą. Czy to dobrze? Ha!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Jedynym słusznym twierdzeniem, jedyną prawdą absolutną, jedynym wyznacznikiem człowieczeństwa (myśl ciągle, bo wodzę cię za nos), jedyną słuszną frazą jest: „&lt;i&gt;jesteś piękny&lt;/i&gt;”!&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Nawet będąc na stronie „brzydcy.pl”.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Jedyne czego od ciebie wymagam, to bunt. &lt;i&gt;Bunt jest przejawem naturalnego piękna.&lt;/i&gt; Wymagam od ciebie krytyki i poddania w wątpliwość wszystkiego o czym napisałem, i nie jest to z mojej strony akt samoobrony.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;    Pamiętaj: wyślij esemesa o treści pomagam, a spagetti jedz tylko widelcem, bo używanie łyżki jest lamerskie.&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-5540913024819075565?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/5540913024819075565/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=5540913024819075565' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/5540913024819075565'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/5540913024819075565'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/05/jak-niedawno-zauwayem-nieporzdek.html' title='Ale nie zawsze Riczard Gir'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8824944384894291041.post-1291922226885274803</id><published>2008-05-19T03:45:00.000-07:00</published><updated>2008-05-19T11:31:46.991-07:00</updated><title type='text'>Jesteśmy lepsi niż Google</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Bunt jest pięknem. Dzisiaj moim zadaniem jest chwalenie młodości i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby to robić, a jeśli stoi- to się przeskoczy albo przewróci. Chwalę bezpośredniość i bezmyślność, całkowite pozbawienie się umysłu.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Wczorajszy koncert (hurt, akurat) jest potwierdzeniem moich pustelniczych wniosków. Światła, dym, radosne prezerwatywy w powietrzu i ścisk! Hałas, tłok, wchodzisz w masę i od razu orientujesz się w sytuacji: tu jestem daną statystyczną, więc nikim, więc trzeba skakać i pobierać energię z ciał. A najważniejsze? Nie mieć w sobie niczego wyróżniającego, reprezentować tłum w jego nieposkromionej, silnej, wrzącej, miażdżącej, gotującej się postaci. Wyzwalać agresywną witalność, tłuc się o innych jak cukier w herbacie, macać bezkarnie kobiety wokół, ślepnąć, tracić kontakt z podłożem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Moja bezmyślność nie była do końca szczera, moje skakanie nie było pozbawione refleksji. To idiotyczne obserwować i notować w umyśle obserwacje wtedy, kiedy powinno się wyłączyć każdy pstryczek w mózgu. Tkwię w formie ulepionej z postaci fikcyjnych i wszystkiego co „międzyludzkie”, jakby to powiedział Gombrowicz. Jedną z nich jest dziennikarskie pozerstwo Wyspiańskiego, który udając zajebistego intelektualistę i poetę oglądał Wesele spod ściany, chociaż pewnie spod ławki albo przez dziurkę od klucza. Bezwiednie podzielam schemat, który wbrew mojej uszczypliwej do Wyspy postawy, podoba mi się właśnie na swoją sztuczność ze względu.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Stroboskop sprawiał, że świat wyglądał, jak z bębna pralki, jakby czas dzielił się na naszych oczach na dyskretne wartości. A my skaczemy. Tłum przechyla się w lewo i, zupełnie jak w wiadrze z pomyjami, wszyscy jednocześnie tracą równowagę. Kumpel z boku rozbija się o innych, mikropogo. Czysta porywczość, czysta młodość jest w tym akcie. I piękno. Piękno ludzi uderzających głowami w głowy innych, piękno przyjaznej wulgarności, przyjaznego okrucieństwa, przyjaznej walki. Czuć w powietrzu atmosferę całkowitej harmonii, widać, że wszystko tu woła: ciemność sprzyja przyjaźni! Wokalista śpiewa teksty o równości, tolerancji, miłości, opiekuńczości, braterstwie, wolności. Klnie z zadowolenia. Jest podniecony. Nawołuje do zachowania tożsamości. Jego szaleństwo udziela się publiczności. Rozlewa się, jak wino w reklamie proszku do prania. Jest dostępne dla każdego, jak Firefox. Przekazuje nam, że blokad nie ma. A jeśli są, można je przecież zburzyć. Mamy noże, mamy widelce, więc do dzieła.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ale słów się nie słucha, bo ciężko słuchać uważając jednocześnie, żeby nie stracić zębów. Słowa ulatują i mieszają się z zapachem kiełbasy, potu, piwa. Wszystko jest tak gęste, że czujesz się jak nurek pod powierzchnią czystego powietrza. Otoczenie jest lepkie, szybkie, losowe. Skaczemy więc, jak nurkowie w zawiesinie zapachów, przywołujących na myśl (mi przywołujących) tropikalne klimaty opisywane przez Kapuścińskiego, przez Cejerowskiego. Serce podskakuje, żyje własnymi prawami wytyczanymi, od kiedy znalazłeś się w tłumie, rytmem podskoków i muzyki.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Grzeczni Lechiści skaczą. Czarna kobieta, jedyna, skacze zaraz obok. Konferansjer zapowiada, że „proszę pić, proszę bawić się i rozmnażać, tylko pamiętać o ochronie. Ochrania nas dzisiaj firma Ochrona”. „Homeopatyczny strach”- leci tekst piosenki ze sceny. Czas zdaje się na widowni błądzić i sam już nie wiesz czy wcześniej było później, czy teraz już było, czy maca cię babka, czy jakiś kurwa facet?! Ale skaczemy jednak. Wokalista wrzeszczy, że jest nienormalny. Wierzę mu. Jego postawa utożsamia i łączy (razem z widownią) całe piękno, ideał młodości.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8824944384894291041-1291922226885274803?l=krzysiekswf.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/feeds/1291922226885274803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8824944384894291041&amp;postID=1291922226885274803' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/1291922226885274803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8824944384894291041/posts/default/1291922226885274803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://krzysiekswf.blogspot.com/2008/05/jestemy-lepsi-ni-google.html' title='Jesteśmy lepsi niż Google'/><author><name>ale ale</name><uri>http://www.blogger.com/profile/18141450944934081449</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
